You are here
Home > Fotografia > Festiwal świata niezależnego Audioriver 2010 + video

Festiwal świata niezależnego Audioriver 2010 + video

Płock Festiwal Audioriver 2010 Festiwal świata niezależnego Audioriver 2010 pobił rekord publiczności z poprzedniego lata. Pierwszego dnia na Płockiej plaży zebrało się piętnaście tysięcy osób. Od wieczornych godzin piątku do wczesnego poranka niedzielnego na Main Stage oraz pod trzema namiotami, w tym po raz pierwszy sferycznymi, rozbrzmiewała muzyka, która potrafiła niemal zahipnotyzować przenieść w świat świateł, malujących się na twarzach publiczności i świateł, które pochłaniały każdego z osobna w inny sposób.

Muzyka elektroniczna, począwszy od tej z wykorzystaniem żywych instrumentów, kończąc na ciężkich setach drum’n’base, była niezwykłą ucztą dźwięków. PLASTIKMAN, Laurent garnier Live, Simian Mobile Disco, Hadouken!, Way Out West Sound System, Four Tet, Ellen Alien, Spor czy Xilent to tylko kilka osobistości, które zaczarowały publikę. A ta zjechała z wielu miejsc- nie tylko z Polski, ale i Europy Wschodniej, Czech, Węgier, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych czy Holandii. „Tu nie chodzi o to, że wytworzyliśmy ideę, że przyjechaliśmy, aby zawojować świat, nie. Przyjechaliśmy na dobrą bibę, nic więcej.” ? wypowiadali się fani pokazując białe opaski Audioriver, kiedy przeprowadzaliśmy wywiady, łącząc pracę tak naprawdę z miłą rozmową.

W Audioriver nie można wpisać stereotypu białych rękawiczek i gwizdków tak bardzo znanych przy bitach tego typu muzyki. Pojawiały się inicjatywy wynikające nie tylko od samych organizatorów, ale też od uczestników festiwalu. Po raz drugi wystartował happening Audiobańka z inicjatywy grupy osób, dmuchających w niebo bańki mydlane.
„Tu jest tak fajnie, że chyba nawet nie potrzebujemy muzyki i plaży nad Wisłą”, powiedziała nam jedna z kobiet. Prawda jest taka, że cały Płock tętnił Audioriver.
Nikogo nie odstraszyły codzienne wyładowania atmosferyczne, stały się jakby dodatkowymi efektami świetlnymi nad festiwalowiczami odzianymi w płaszcze przeciwdeszczowe i kolorowe kalosze, które wydawały się robić furorę w mokrym piasku.
A Płocczanie? Pomimo protestów z ubiegłego roku z serdecznością przyjęli spragnionych muzyki i wrażeń ludzi. Kawiarnie i restauracje stanęły na wysokości zadania i otwarte były dwadzieścia cztery godziny na dobę. Trudno się temu dziwić, skoro wspiąwszy się po schodach na skarpę nadwiślańską, a był to niemały wyczyn, po całonocnych tańcach, chwilę później dj’e zabawiali publiczność na scenie na Starym Rynku. „Niech się młodzież bawi!” ? powiedziała nam mieszkanka Płocka ? „Raz w roku trzeba!”.

Marta Magryś

Dodaj komentarz

Top